WYZWANIA PROZY POLSKIEJ LAT DZIEWIĘĆDZIESIĄTYCH
Przedstawić świat, siebie i formę
Historyczne zaplecze literatury polskiej schyłku wieku, czyli
pierwsza połowa lat osiemdziesiątych, to okres niekorzystny dla
powieści. Z jednej strony ważne wydarzenia historyczne (narodziny
"Solidarności" - pierwszego w sowieckim bloku państw
socjalistycznych niezależnego związku zawodowego, rozwój prasy i
wydawnictw poza cenzurą, wprowadzenie stanu wojennego 13 grudnia
1981 roku) stawiały w kłopotliwym świetle "zmyślanie" i sprzyjały
niefikcyjnym gatunkom literackim. Z tego powodu w prozie lat
1980-1986 dominowały gatunki dokumentarne, takie jak notatnik,
reportaż, wywiad, a także formy dokumentu osobistego, takie jak
dziennik, pamiętnik i sylwa (czyli narracyjny "groch z kapustą"),
natomiast powieść znajdowała się w stanie wyraźnego uwiądu. Z
drugiej strony państwowa przemoc, jawna niesprawiedliwość i
wyrazista opresja, w jakiej znalazło się społeczeństwo w okresie
stanu wojennego, hamowały realizm, ponieważ utrudniały prozie
pełnienie funkcji krytycznych, czyli osądzanie życia społecznego,
mówienie społeczeństwu prawdy w oczy, odsłanianie spraw wstydliwych
(alkoholizmu, demoralizacji, korupcji). Komunistyczne władze nie
dopuszczały najmniejszej krytyki, rzeczywistość przez nich stworzona
i rządzona nie mogła mieć słabych punktów. Dodatkowym czynnikiem
blokującym powieściowy krytycyzm był też niepisany kodeks etyczny,
czyli przyjęte przez literaturę powinności przeciwstawiania się
propagandowym kłamstwom, opowiadania się po stronie słabszego,
służenia jako świadectwo i narzędzie oporu w walce z nieprawościami
ustroju. W rezultacie podstawowe zadanie literatury, czyli mówienie
prawdy, znalazło się niebezpiecznie blisko mówienia oczywistości (że
socjalizm jest zły, władza obca, a społeczeństwo dobre), naczelny
warunek niezawisłości pisarza, czyli zachowanie krytycyzmu,
przybierało formy stronnicze, uproszczone kryteria wartościowania
zapewniały zaś uznanie literaturze szlachetnej, lecz niekoniecznie
wybitnej.
Pierwsze oznaki przesilenia pojawiły się około roku 1986,
przybierając postać zniechęcenia gatunkami dokumentarnymi, powrotu
do form powieściowych, pierwszych sygnałów odradzającego się
krytycyzmu społecznego. Jednakże literatura, która wyłoniła się na
powierzchnię wolnego życia po upadku komunizmu w Polsce w roku 1989,
nie miała ani własnych propozycji gatunkowych, ani diagnoz
zakończonego etapu dziejów, ani wreszcie koncepcji na uchwycenie
prawidłowości nowego życia. Dlatego też proza lat
dziewięćdziesiątych, oglądana z perspektywy 2000 roku, okazuje się
bardziej tradycjonalistyczna niż nowatorska, raczej przerabiająca
stare gatunki niż tworząca nowe, wreszcie niechętna historii, przed
którą ucieka w mit i nostalgię. Niezdolna do zaproponowania nowych
gatunków i nowego języka proza tego okresu przeglądała magazyny
powieściowej tradycji w poszukiwaniu odpowiedzi na trzy podstawowe
wyzwania, które postawiła przed nią zmieniona rzeczywistość. Było to
wyzwanie mimetyczne, biograficzne i gatunkowe. Czyli oczekiwanie, by
autor przedstawił świat, siebie i formę.
Wyzwanie mimetyczne: szukanie prawdy, burzenie mitów, tworzenie
mitów
"Przedstawić świat" znaczy uchwycić to, co określa teraźniejszość -
co nadaje jej kształt, wyznacza porządek, wyjaśnia sens egzystencji.
Tak rozumianym zadaniem mimetycznym w prozie polskiej ostatniej
dekady rządzi konflikt pomiędzy skłonnością pisarzy do idealizacji
przeszłości, do tworzenia mitów, a skłonnością przeciwną: do
krytycyzmu wobec przeszłości, czyli burzenia mitów.
Szukanie prawdy o świecie
Ci polscy twórcy, którzy - podobnie jak pisarze innych państw byłego
bloku sowieckiego - przeciwstawiali się przedawnianiu przeszłości,
odkreślaniu grubą kreską dziejów dawnych od teraźniejszych,
rozumieli swoją pisarską powinność jako stanie na straży przeszłości
narodu, przypominanie jego historii zarówno chwalebnej, jak i
bolesnej. Proza wychodząca spod ich pióra próbuje szukać prawdy, aby
nie uległy przedawnieniu te problemy naszej historii, których
zapomnienie zubożyłoby lub zafałszowało teraźniejszość. W latach
dziewięćdziesiątych, wprawdzie za sprawą nielicznych tylko dzieł,
podejmowane są te trudne polskie tematy: nieludzko poplątane dzieje
polsko-żydowskie (Hanna Krall SUBLOKATORKA; Henryk Grynberg
DROHOBYCZ, DROHOBYCZ; Wilhelm Dichter KOŃ PANA BOGA; SZKOŁA
BEZBOŻNIKÓW; Roman Gren KRAJOBRAZ Z DZIECKIEM; Andrzej Szczypiorski
GRA Z OGNIEM; Marek Bieńczyk TWORKI), losy polskich więźniów
archipelagu GUŁAG (Andrzej Kalinin I BÓG O NAS ZAPOMNIAŁ; Piotr
Bednarski BŁĘKITNE ŚNIEGI), bohaterstwo, konformizm i łajdactwo
społeczeństwa czasów totalitaryzmu (Janusz Krasiński NA STRACENIE;
TWARZĄ DO ŚCIANY; NIEMOC). Uogólniając, można powiedzieć, że
współczesne społeczeństwo polskie, zapadające - podobnie jak
społeczności Europy Zachodniej - na łagodną amnezję, powodowaną
między innymi przez uleganie "ideologii nowości", potrzebuje nie
tylko prozy pamiętającej głęboką przeszłość, lecz także prozy
przedstawiającej mechanizmy historii. Taka literacka refleksja o
dziejach uświadamia, że historia, wbrew twierdzeniom Fukuyamy, ani
nie dobiegła końca, ani nie toczy się sama. Wręcz przeciwnie: w
dalszym ciągu ulega zmianom - i to za naszą sprawą, bo my ją
kształtujemy, przejmując nieświadomie wzory z różnych źródeł.
Świetnie ukazują to powieści SNY I KAMIENIE oraz W CZERWIENI
Magdaleny Tulli. W drugiej z tych książek autorka przedstawia -
pozornie odległy, lecz w gruncie rzeczy tożsamy z naszym - świat
powieściowy, który realizuje podstawowe prawdy historii
rzeczywistej: oto najbardziej powszechne ludzkie pomysły na życie
(np. dążenie do zdobycia kobiety, majątku, wpływów) przekształcają
się w dzieje zbiorowe (narodziny klas społecznych, wybuchy wojen,
obieg pieniądza), a równocześnie okazuje się, że te pomysły na życie
są jedynie naśladowaniem niskich gatunków artystycznych (takich jak
powieść z życia wyższych sfer, romans, operetka). Innymi słowy: taką
mamy teraźniejszość, jaką bibliotekę nosimy w głowie.
Zburzenie mitu heroicznego emigranta
Proza polska lat dziewięćdziesiątych krytyczna wobec przeszłości,
pamiętliwa, niepokorna i dojmująco szczera dokonuje także rewizji
mitów. W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych mity (np. o
polskim patriotyzmie, uczciwości, heroizmie... ) stanowiły żywotną
część polskiej świadomości społecznej. Pomagały stawiać opór
totalitaryzmowi, jednocześnie upiększały rzeczywistość, oddalając
się jednak od niej. Proza, poszukując prawdy o świecie, podjęła się
demitologizacji. Chronologicznie najwcześniej zaczęły się pojawiać
teksty, których autorzy zwracali się przeciwko idealistycznym
wyobrażeniom o życiu Polaków na emigracji.
W polskiej literaturze wcześniejszych okresów jest już wiele
wybitnych dzieł krytycznie przedstawiających Polaka na emigracji.
TRANS-ATLANTYK Witolda Gombrowicza, JEZIORO BODEŃSKIE Stanisława
Dygata, TURYŚCI Z BOCIANICH GNIAZD Czesława Straszewicza, SZKICE
PIÓRKIEM Andrzeja Bobkowskiego, LONDYNISZCZE Stanisława Cata
Mackiewicza, MONIZA CLAVIER Sławomira Mrożka to utwory, które
wykorzystywały - czasem umowne, kiedy indziej prawdziwe - realia
emigracyjne, by ukazać polskość skondensowaną, tworzoną na pokaz,
pełniącą rolę pancerza ochronnego przed obcością, lecz także
polskość, która utrudnia Polakowi bycie człowiekiem. Proza,
podejmując pojedynek z taką polskością, przybierała postać
drapieżnej groteski, zdzierając kolejne maski, które rodak zakłada,
aby dodać sobie ważności, aby nie kłopotać się poszukiwaniem sensu
własnego życia, aby wreszcie mieć zawsze na podorędziu gotowe
wytłumaczenie swoich czynów.
Autorzy lat dziewięćdziesiątych tylko częściowo podejmują krytyczne
dziedzictwo swoich poprzedników, ponieważ zasadniczym obiektem ich
ataku okazuje się nie model polskości, lecz zbiór naiwnych wyobrażeń
o życiu na emigracji. Wyobrażenia te, bliższe marzeniom niż
prawdzie, tkwią zawsze w świadomości społeczeństw, którym się nie
powiodło w historii. Biedni, upokorzeni, zniewoleni wiedzą, że
gdzieś istnieje świat bogatszy, przyjazny człowiekowi i wolny, więc
przekazują sobie opowieści o odległych krainach szczęśliwości, gdzie
zarobki przychodzą łatwo, państwo opiekuje się każdym obywatelem, a
wolność idzie w parze ze sprawiedliwością. Im dotkliwsze było życie
w Polsce socjalistycznej (a pewnie także w Bułgarii, Rumunii,
Związku Radzieckim...), tym wspanialszych barw nabierały obrazy
życia w Europie Zachodniej, Stanach Zjednoczonych, Kanadzie czy
Australii.
Fala emigracji z Polski, jeszcze w latach osiemdziesiątych, rosła
ożywiana takimi mitami, lecz także ponaglana rosnącą biedą i
nasilającym się uciskiem politycznym w kraju rządzonym przez
komunistów. Mity ucieleśniały marzenia i mistyfikowały
rzeczywistość, dlatego literatura lat dziewięćdziesiątych podjęła
się burzenia tych mitów o szczęśliwej, bogatej, godnej emigracji.
Złożona z kilkunastu książek antyheroiczna epopeja wygnaństwa -
podobna w wielu fragmentach do słynnej powieści Miodraga Bulatovicia
LUDZIE O CZTERECH PALCACH czy filmu Wernera Herzoga STROSZEK -
opowiadała o ludziach, którzy doświadczyli emigracyjnej gorzkiej
prawdy. Przedstawiała zatem upodlonych najgorszą pracą emigrantów
zarobkowych, którzy za małe pieniądze wyzbywają się wielkich zasad
(Edward Redliński DOLORADO; SZCZUROPOLACY), lawirantów politycznych
odgrywających role męczenników (Jacek Kaczmarski AUTOPORTRET Z
KANALIĄ), świeżo upieczonych obywateli nowych ojczyzn, pazernych,
zdemoralizowanych, spustoszonych wewnętrznie, którzy "zieją
miłością" do swoich niedawnych rodaków (Krzysztof Maria Załuski
TRYPTYK BODEŃSKI; SZPITAL POLONIA), wreszcie zagubioną młodzież,
która opuściła kraj bez powodu i wiedzie na emigracji przygnębiające
życie bez celu (Janusz Rudnicki MOŻNA ŻYĆ; Piotr Siemion >>> NISKIE
ŁĄKI). Z utworów tych wyłaniał się najbardziej niepochlebny portret
Polaka, jaki do tej pory utrwaliła nasza literatura, przygnębiający
i anonsujący pojawienie się ponadpokoleniowej mentalności, której
istotę wyznacza odświętna moralność, pokruszona tożsamość i apetyty
na szybkie pieniądze.
Zburzenie mitu Polaka-patrioty
Osobną grupę tematyczną tworzyły w latach dziewięćdziesiątych teksty
ukazujące rzeczywistość i mieszkańców kraju, który po pięćdziesięciu
latach na powrót stał się krajem demokratycznym. Wstępem do
przedstawienia współczesności musiał być rozrachunek z opozycją
antykomunistyczną, której członkowie po zwycięstwie politycznym roku
1989 przeliczali niekiedy swoją chwalebną przeszłość na gabinetowe
stołki i materialne korzyści, a w łagodniejszej wersji - spisywali w
postaci idealizujących wspomnień. W wyraźnej opozycji do takich
książek o wymowie heroicznej sytuowała się CHOROBA WIĘZIENNA Janusza
Andermana, powieść przedstawiająca losy byłego "internatowca" (jak
nazywano ludzi internowanych w obozach odosobnienia w czasie stanu
wojennego wprowadzonego przez władze komunistyczne w 1981 roku),
który w Polsce demokratycznej nie potrafi znaleźć sobie miejsca;
"choroba", na którą zapadł, polega na rozległej idealizacji
przeszłości - jej objawem jest myślenie, że więzienna biografia daje
szczególne prawa (w imię zasady, że zwycięzca bierze wszystko) i
przekonanie, że patriotyczna przeszłość sama przekształci się w
sensowny projekt teraźniejszego życia. Najgroźniejszym syndromem
choroby więziennej okazała się jednak ucieczka przed wolnością
teraźniejszą - przed wymogiem radzenia sobie z praktycznymi jej
aspektami - w przeszłość, czyli czas, gdy wolność była obiektem
marzeń.
Najważniejszym rozrachunkiem z mitami polskiej świadomości lat
osiemdziesiątych okazała się powieść Jerzego Pilcha SPIS
CUDZOŁOŻNIC, w której autor ukazał polską tragigroteskę "stanu
powojennego" - życie rozdzierane przez wzniosłe obowiązki
patriotyczne i przyziemną codzienność, przez patos dziejowego
dramatu i trywialną normalność. Polak tamtego czasu (a więc czasu
nieznośnego "stanu zawieszenia", panującego po odwołaniu stanu
wojennego) żył pod presją dwóch sprzecznych sił, które chwyciły jego
życie w kleszcze. Z jednej strony była to siła polskiej tradycji
patriotycznej, która nakazywała walczyć z niewolą, konspirować,
przeciwstawiać się przemocy, opowiadać się każdym czynem za
wolnością. Z drugiej zaś strony napierało życie - to zwykłe i
codzienne, które wbrew patosowi historii zmusza do stanięcia w
kolejce po papier toaletowy, które domaga się kieliszka wódki i
które zabrania nadmiernego ryzyka, zostawiając bohaterstwo dawno
poległym herosom z przeszłości. W rezultacie, jak pokazał Pilch w
SPISIE CUDZOŁOŻNIC, przeciętny inteligent połowy lat
osiemdziesiątych wstydził się swojej codzienności, a równocześnie
nie miał odwagi (bądź możliwości) wykazania się bohaterstwem. Nie
chciał walczyć, a równocześnie nie mógł normalnie żyć. Dla bohatera
książki Pilcha kompromisem okazało się gadanie - niepowstrzymany
żywioł gadulstwa, zastępczo spełniający potrzebę heroizmu, a
równocześnie przynoszący konieczną porcję uwznioślenia dla
zwyczajnych (a także cudzołożnych) myśli i czynów. Pilchowy gaduła
snuł bowiem swoją nieprzerwaną opowieść w jednym stylu, przechodząc
bez zakłóceń od wspomnień o męczeństwie narodu polskiego do
wspomnień o erotycznych podbojach z czasu studiów, od opisów miejsc
walki z totalitaryzmem do opisu własnych alkoholowych tęsknot.
Dzięki zawartej w powieści ironii i łączeniu sprzecznych stylów
Pilch dołączał do takich pisarzy jak Gombrowicz, Dygat, Konwicki -
do grona prześmiewców polskiego skazania na wielkość, polegającego
na tym, że co dwadzieścia lat historia powoływała polski naród do
walki o rzeczy wielkie, pozbawiając normalne życie godziwego języka.
Pilch oferował więc swemu czytelnikowi rzecz najważniejszą -
groteskę jako metodę wyzwalania się z językowego spętania. Ponadto
jego powieść, podobnie jak utwory Janusza Rudnickiego MOŻNA ŻYĆ,
CHOLERNY ŚWIAT, TAM I Z POWROTEM PO TĘCZY, świadczyły, że w nowych
warunkach twórcy mają do wyboru, obok roli rzemieślnika, również
rolę kpiarzy - błaznów, drwiących komentatorów życia społecznego,
praktykantów niezaangażowania.
Zburzenie mitu demokracji bez wad
W prozie polskiej lat dziewięćdziesiątych krytycyzm kierował się
także przeciwko świadomości społeczeństwa polskiego w okresie
przełomu, którą przenikały zrozumiałe, acz niespełnialne mity: jak
wszystkie inne społeczeństwa świeżo wyzwolonej Europy Polacy marzyli
o sprawiedliwym kapitalizmie, o stabilnej demokracji i mądrze
zhierarchizowanej kulturze, o społeczeństwie, w którym mimo rynkowej
konkurencji przetrwa międzyludzka solidarność, o politykach, którzy,
pamiętając niesprawiedliwości dawnego systemu, będą służyć słusznym
sprawom, o dobru, które zatriumfuje, a także o dzielnych
policjantach, którzy zawsze okażą się silniejsi od zła. Proza, która
obrała za swój cel mity demokracji, była tendencyjna, w znacznej
mierze niesprawiedliwa i literacko poślednia, lecz zarazem
potrzebna, bo jej krytycyzm uświadamiał, że zmiana ustroju
pociągnęła za sobą zmiany w mentalności ludzi uczestniczących w tej
zmianie. Kolejne utwory ukazywały tedy, jak pod naporem zdziczałej
gospodarki wolnorynkowej pękają wszelkie więzi wspólnotowe (Marek
Nowakowski HOMO POLONICUS; GRECKI BOŻEK), jak społeczeństwo popada w
polityczny amok podziałów, kłótni i mnożenia kanapowych partii
(Tadeusz Konwicki CZYTADŁO), jak zgrywusy i cwaniaki tworzą pozory
nowej gospodarki (Piotr Wojciechowski, SZKOŁA WDZIĘKU I PRZETRWANIA)
bądź jak coraz większa część społeczeństwa wybiera przestępczość
jako model życia i drogę zdobywania pieniędzy (Andrzej Stasiuk
DZIEWIĘĆ). Zbiorczym rezultatem społecznych zainteresowań prozy lat
dziewięćdziesiątych stał się - zdecydowanie negatywny, satyryczny,
nieledwie czarny - wizerunek nowej klasy, która znajduje się w
początkowej fazie swego rozwoju: jej przedstawiciele rozpoznają
kolejne cele życiowe (majątek, wpływy, władza, nobilitacja) i
wybierają mafijne metody ich osiągania.
Nowym obiektem zainteresowania prozy polskiej lat
dziewięćdziesiątych stało się też "małe społeczeństwo", czyli
rodzina: w kilku powieściach - niekiedy jawnie polemicznych wobec
mitu idealizującego polską rodzinę - autorzy poddali drapieżnej
obserwacji rodzinne relacje i hierarchie, wychowawcze modele i ich
aberracje oraz praktyczne i traumatyczne skutki wychowania (Zyta
Rudzka BIAŁE KLISZE; Izabela Filipiak ABSOLUTNA AMNEZJA; Kinga Dunin
TABU; OBCIACH; Małgorzata Saramonowicz SIOSTRA; Małgorzata Holender
KLINIKA LALEK). Utwory te, choć oscylują między sielanką i horrorem,
między dydaktyzmem i tendencyjnością, są ważnym elementem
współczesnej prozy: po pierwsze stanowią jedną z niewielu odmian
literackiego zaangażowania, który przynosi utwory ciekawe poznawczo
(czy nawet bulwersujące) i bardzo powieściowe pod względem
formalnym, po wtóre zaś kwestionują dotychczasowe modele rodziny.
Proza rodzinna wpisuje się tedy we współczesne - powszechne i bardzo
dramatyczne - poszukiwanie nowych wzorców społecznego współżycia,
nie opartych na przemocy, akceptowanych przez ogół, a równocześnie
trwałych i wartościowych.
Tworzenie mitów
Na biegunie przeciwległym do tego, na którym znajdują się utwory
burzące polskie mity, usytuowały się w prozie ostatniej dekady
utwory idealizujące przeszłość, spoglądające na nią z nostalgią. Ich
autorzy, budując mityczną atmosferę, przywołując niejako ducha
mitów, tworzą zarazem mity własne, stanowiące mieszankę legend,
eposów i mitologii różnego pochodzenia. Korzystają też swobodnie z
wzniosłych tradycji literackich, takich jak epos, mit, saga. Środki
te służą im do przedstawiania wszelkich doświadczeń - dzieciństwa,
dojrzewania, pierwszej miłości, "małej ojczyzny". Przede wszystkim
jednak tworzą światy wyraźnie przeciwstawiające się współczesności.
Powieści z tego nurtu odwołują się bardzo często do krainy mitycznej
zachowanej przez autora w idealizującym wspomnieniu o czasach
dzieciństwa, bądź zapamiętanej z opowieści dziadków. Tamta
przestrzeń - w opozycji do dzisiejszych ziem jałowych, miejskich
pustyń czy metropolitalnych dżungli - w każdym fragmencie jest
nasycona sensem, którym obdziela swoich mieszkańców, w każdym swoim
skrawku jest znana, przeniknięta wewnętrznym ładem, życzliwa ludziom
i życiu, harmonijnie godząca człowieka z naturą, swojska i wzniosła.
Jej piękno jest konkretne, a zarazem uczy obcowania z kosmosem -
jest jak szyba, przez którą prześwieca wieczność. Taka jest wileńska
Bohiń Tadeusza Konwickiego, Zamość w powieściach Piotra Szewca
ZAGŁADA oraz >>> ZMIERZCHY I PORANKI; Gdańsk Stefana Chwina KRÓTKA
HISTORIA PEWNEGO ŻARTU i Pawła Huellego WEISER DAWIDEK, OPOWIADANIA
NA CZAS PRZEPROWADZKI, PIERWSZA MIŁOŚĆ I INNE OPOWIADANIA; Wrocław
Andrzeja Zawady BRESŁAW; podolskie Kuromęki Anny Boleckiej z
powieści BIAŁY KAMIEŃ; rodzinna wieś na Śląsku Cieszyńskim w
powieściach Jerzego Pilcha INNE ROZKOSZE i TYSIĄC SPOKOJNYCH MIAST;
wsie beskidzkie z OPOWIEŚCI GALICYJSKICH Andrzeja Stasiuka; Prawiek
wykreowany przez Olgę Tokarczuk PRAWIEK I INNE CZASY; Sandomierz
urzekająco zaszyfrowany przez Wiesława Myśliwskiego we wspaniałej
powieści WIDNOKRĄG; Ściegi z przypowieści Magdaleny Tulli W
CZERWIENI.
Większość tych swoistych "małych ojczyzn" - ocalonych i utrwalonych
przez pisarzy - rozpadła się w przeszłości za sprawą Historii, która
wypędziła Żydów z Zamościa (Piotr Szewc >>> ZMIERZCHY I PORANKI),
Niemców z Wrocławia (Andrzej Zawada BRESŁAW), Polaków z Kresów (Anna
Bolecka BIAŁY KAMIEŃ). Dziś zagrożeniem dla "małych ojczyzn" nie
jest już Historia przychodząca z zewnątrz, a nietolerancja drzemiąca
w pojedynczym człowieku. Najsilniej chyba wyrażają to powieści
Stefana Chwina, w których autor na przykładzie międzywojennego
Gdańska HANEMANN i Warszawy początku XX wieku ESTHER pokazuje, że w
zbiorowości wieloetnicznej jest tyle nienawiści, ile różnic.
Otwartość na Innego z jednej strony i nietolerancyjność z drugiej
nie są zatem alternatywnymi modelami społeczeństw, lecz dwiema
siłami współistniejącymi w każdym człowieku i dlatego przenikającymi
każdą zbiorowość.
Jednak i postawa przeciwna, czyli tolerancja, okazuje się siłą
zagrażającą współczesnym "małym ojczyznom". Rozmnożenie różnic,
wieloetniczność, zgromadzenie odmienności w jednej przestrzeni
sprzyja bowiem nie tyle tolerancyjności, ile obojętności i zamiast
utrwalać wspólnotę, prowadzi do jej rozpadu na osobne jednostki. Na
takie zatomizowane społeczności, pokreślone dziesiątkami
nieistotnych różnic, czyha trzecia siła niszcząca wspólnoty
małoojczyźniane - identyczność. Bo dzisiejszym ojczyznom zagraża
nie, jak dawniej, ideologia, nie ekspansywne państwo bądź miażdżący
walec nacjonalizmu, lecz tendencje unifikacyjne właściwe całej
kulturze. Arkadia Włodzimierza Kowalewskiego z powieści POWRÓT DO
BREITENHEIDE, Galicja czasów PRL-u z OPOWIEŚCI GALICYJSKICH Andrzeja
Stasiuka, kaszubska Atlantyda Północy kreowana przez Zbigniewa
Żakiewicza w powieści UJRZANE, W CZASIE ZATRZYMANE - nie przegrywają
tedy w pojedynku z historią, lecz giną w milczącej, niezauważalnej i
pozbawionej krwawych ofiar walce z kulturą niezróżnicowania, kulturą
tego samego: butików, kiosków z kolorowymi pismami, barów McDonalda,
supermarketów, jednolitych reklam, międzynarodowego folkloru. Nie ma
w tym żadnej opresji, gwałtu, nakazu, nie ma reglamentowanej
wolności i zakazanej tożsamości lokalnej. Siłą niszczącą okazuje się
wygoda, standaryzacja, bezproblemowość.
Wyzwanie biograficzne
Kiedy na arenę literacką wkracza nowe pokolenie, starsi pisarze
muszą niejako na nowo przedstawić się publiczności. Lata
dziewięćdziesiąte w paradoksalny sposób wyrównały zatem szanse
pisarzy młodszych i starszych. Zmieniona sytuacja i wyrazista
granica roku 1989 sprawiły bowiem, że każdy mógł - a poniekąd i
musiał - zaczynać od nowa.
Niektórzy pisarze starszego pokolenia, np. Kazimierz Orłoś NIEBIESKI
SZKLARZ czy Julian Kornhauser DOM, SEN I GRY DZIECIĘCE, wykorzystali
tę możliwość, sięgając do doświadczeń dzieciństwa, aby poszerzyć
swój wcześniejszy wizerunek "pisarza zaangażowanego politycznie".
Ich utwory włączyły się do szerszej grupy dzieł, skoncentrowanych na
biografii i ujmujących ją w ramy fabuły inicjacyjnej, która okazała
się prawdziwą modą literacką lat dziewięćdziesiątych. Powieść
inicjacyjna - dobrze osadzona w kulturze europejskiej dzięki
literaturze niemieckiej (od Goethego aż po Tomasza Manna i Güntera
Grassa) - to narracja o dojrzewaniu, o przekraczaniu progu
dorosłości, o porzucaniu stanu niewinności i wkraczaniu w etap
grzechu i doświadczenia. Model inicjacyjny w prozie polskiej
najnowszego okresu rozgrywano zasadniczo według dwojakiego modelu. W
pierwszym, nasyconym - jak w LATACH NAUKI WILHELMA MEISTRA GOETHEGO
- pierwiastkami autobiograficznymi, sięgano do tradycji prozy
edukacyjnej dla przedstawienia dramatycznego - często
przyspieszanego przez politykę - procesu dojrzewania. Jego
zwieńczeniem i jedyną siłą przeciwdziałającą rozpadowi życiorysu na
osobne etapy okazuje się osiągnięta przez autora literacka zdolność
nieograniczonego powracania do czasu minionego. Przykładów takich w
literaturze polskiej ostatniej dekady znaleźć można wiele: Paweł
Huelle WEISER DAWIDEK, OPOWIADANIA NA CZAS PRZEPROWADZKI, PIERWSZA
MIŁOŚĆ I INNE OPOWIADANIA; Aleksander Jurewicz LIDA, PAN BÓG NIE
SŁYSZY GŁUCHYCH, wśród nich zaś najbogatsza poznawczo wydaje się
KRÓTKA HISTORIA PEWNEGO ŻARTU Stefana Chwina. Ten autobiograficzny
esej jest próbą narracyjnego powrotu do krainy dzieciństwa - Gdańska
tuż po II wojnie światowej. Chwin, rekonstruujący spojrzenie
dziecka, przedstawia swoje dzieciństwo jako proces odkrywania
kolejnych warstw czasu, które utworzyły gdańską rzeczywistość. Była
to, wbrew twierdzeniom dorosłych, nie rzeczywistość jednorodna,
wyłącznie i zawsze polska, jednoznaczna i zasadniczo świecka, lecz
rzeczywistość wielowarstwowa. Składały się na nią, stopniowo
odsłaniane przez dziecko, różne kultury (niemiecka, polska), różne
wyznania (protestanckie i katolickie) i przeciwstawne sobie estetyki
(stalinowska, hitlerowska, mieszczańska). Konfrontując je, dziecięcy
narrator odkrywał swoją metodę nieuprzedzonego obcowania ze światem,
obcowania, nad którym nie może zapanować żadna ideologia. Rezultatem
owego kontaktu staje się bowiem odkrycie jedynego obszaru odpornego
na manipulacje ideologiczne - piękna. Jest to piękno prawdziwe,
czyli takie, które użycza siebie człowiekowi, tzn. budzi w nim
zdolność bezinteresownego obcowania z życiem, a przeto godzi z
bolesnymi nieoczywistościami istnienia - przypadkowością historii i
nieskończonością odczytywania świata. Ta właśnie lekcja wyniesiona z
dzieciństwa, sztuka czytania rzeczywistości, pozwala dorosłemu
autorowi cofać się do dowolnego okresu przeszłości (tak jak możemy
cofać się do lektur z dawnych czasów), a także pozwala zachować
dziecięcą zdolność dziwienia się światu.
W drugim modelu opowieści inicjacyjnej, wyraźniej fikcjonalnym
(Tomek Tryzna PANNA NIKT; Manuela Gretkowska KABARET METAFIZYCZNY;
Olga Tokarczuk PODRÓŻ LUDZI KSIĘGI oraz E.E.; Andrzej Stasiuk BIAŁY
KRUK i PRZEZ RZEKĘ; Izabela Filipiak ABSOLUTNA AMNEZJA),
nakładającym na wzorzec prozy rozwojowej schematy thrillera,
powieści sensacyjnej, kryminalnej czy przygodowej, ukazywano
dwudzielność biografii (etap przed inicjacją i po niej) i radykalnie
wywyższano etap niewinności względem etapu dojrzałego. Model ten -
jak w powieści Jeronime'a D. Salingera BUSZUJĄCY W ZBOŻU czy w
dziele Güntera Grassa BLASZANY BĘBENEK - przybrał postać prozy
antyedukacyjnej, która deprecjonuje społeczne (szkoła, dom) przymusy
dojrzewania i jego efekty, a także akcentuje bezpowrotność utraty
młodości jako wartości samoistnej.
Z obu tych grup wyłaniała się - często w postaci przemieszanej -
diagnoza tożsamości współczesnego bohatera. Zasadnicza zmiana, jaka
zaszła w określaniu tożsamości po roku 1989 polegała na tym, że
"polskość", rozumiana jako odpowiedź na pytanie "Kim jesteś?",
straciła swoją oczywistość. Zaczęła więc podlegać kolejnym
modyfikacjom, ustępując w znacznej mierze tożsamości lokalnej,
związanej z "małą ojczyzną". A zatem jeśli ktoś nie chciał na to
pytanie odpowiadać "Jestem Polakiem", mógł powiedzieć: "Jestem
Ślązakiem/ Wielkopolaninem/ Kaszubem..." (podobnie jak Francuz może
ukonkretnić swoją tożsamość, mówiąc, że jest Bretończykiem czy
Alzatczykiem, Hiszpan, że jest Katalończykiem lub Baskiem, Niemiec,
że jest Bawarczykiem, Belg - Walończykiem lub Flamandem). A jeśli
ktoś nie czuje swojej przynależności ani do dużej, ani do małej
ojczyzny? Wtedy jest człowiekiem niezakorzenionym.
Bohater niezakorzeniony to najbardziej własna kreacja prozy
najnowszej, a zarazem jej element najbardziej niepokojący. Pojawił
się w utworach workowatych, niejednokrotnie odnawiających tradycje
groteski, hybrydycznych, mieszających fabułę z esejem, często
przedstawiających losy Polaków za granicą. Bohaterowie tych dzieł to
ludzie, którzy w pewnym momencie swej biografii pojęli, że każdy
rodzaj przywiązania - patriotycznego, religijnego, obyczajowego, a
nawet językowego - ogranicza życie. Przeżyli więc epifanię oderwania
się od korzeni - od miejsca urodzenia, tradycji, wiary i
obyczajowości. Poszczególni pisarze wskazywali na różne przyczyny
niezakorzenienia: obłudny i przymusowy patriotyzm, który niszczył
autentyczne więzi narodowe (Manuela Gretkowska MY ZDIES' EMIGRANTY;
Izabela Filipiak ABSOLUTNA AMNEZJA); barbarzyńskie wychowanie
(Krzystof Maria Załuski TRYPTYK BODEŃSKI; SZPITAL POLONIA); celowe
wyzbycie się cech narodowych w pospiesznym dążeniu do jak
najszybszej asymilacji w obcym kraju (Zbigniew Kruszyński
SCHWEDENKRÄUTER; Bronisław Świderski SŁOWA OBCEGO). Jednak
najbardziej typowy człowiek niezakorzeniony (znajdziemy go w
utworach Gretkowskiej TAROT PARYSKI, KABARET METAFIZYCZNY,
PODRĘCZNIK DO LUDZI; Filipiak ŚMIERĆ I SPIRALA; także: Nataszy
Goerke FRACTALE, KSIĘGA PASZTETÓW, POŻEGNANIA PLAZMY; Marka
Bieńczyka TERMINAL) to ten, kto wybrał swój stan, wybrał obcość
względem własnego pochodzenia i względem nowego - każdego - miejsca
zamieszkania. Uczynił to w świecie, w którym - wiedzą o tym
mieszkańcy wielonarodowych miast - nikt nie jest "swój" czy
"tutejszy", a więc każdy jest obcy. W świecie tym, gdzie przejście z
buddyzmu na judaizm jest równie proste co operacja plastyczna, a
zmiana płci to zadanie dla chirurga, nie zaś dla Boga, bohater
niezakorzeniony oswoił doświadczenie obcości i odkrył, że może być
każdym - może wybrać sobie nową wiarę, nowy język, nową
obyczajowość, gdyż każdy z tych zespołów wartości jest wierzchnią
warstwą człowieka (albo dlatego, że żadna zmiana nie sięga duszy,
albo dlatego, że człowiek nie ma duszy). Bohater niezakorzeniony
postrzega normy i wartości życia społecznego jako możliwe, nigdy zaś
konieczne czy absolutne, a cele życiowe - ograniczające wolność -
zawsze traktuje doraźnie. Wolność, którą widzi przed sobą, przeżywa
jako doświadczenie zatrważające i ekstatyczne, dające szansę
całkowicie nowego, samodzielnego kształtowania własnej tożsamości.
Wyzwanie gatunkowe
Bieguny prozy europejskiej lat osiemdziesiątych i
dziewięćdziesiątych zdają się rozciągać pomiędzy propozycją Umberta
Eco, który posługuje się wielogatunkowym pastiszem, i ofertą Milana
Kundery, który tworzy powieść dygresyjną. Literatura polska poszerza
ów zestaw.
Powrót fabuły
Pierwszym zjawiskiem, jakie dało się zaobserwować w zakresie wyborów
formalnych już w prozie schyłku lat osiemdziesiątych, był powrót
fabuły. W poprzednich dekadach wydawało się - a odnosiło się to nie
tylko do polskiej prozy - że literatura nie potrafi już opowiadać
historii. Do prozy lat dziewięćdziesiątych wraz z książkami Pawła
Huellego WEISER DAWIDEK; Maxa Larsa (właśc.: Stefan Chwin,
CZŁOWIEK-LITERA, LUDZIE-SKORPIONY), Tomka Tryzny PANNA NIKT, Olgi
Tokarczuk PODRÓŻ LUDZI KSIĘGI wkroczył jednak ożywczy duch
nieskrępowanego zmyślania, opowiadania historii, sięgania po ciekawe
wydarzenia i komponowania z nich opowieści. Oczywiście intryga miała
nie tylko przyciągnąć czytelnika, historia była nie tylko sposobem
uatrakcyjniania narracji i schematem pomagającym porządkować
wydarzenia, lecz także nośnikiem ważnych treści. Nawet jednak gdyby
owej głębi zabrakło, to i tak słuszność wyboru Lust zu fabulieren
potwierdzały sukcesy osiągane przez pisarzy, którzy związek pomiędzy
powieścią i fabułą uznawali za nierozłączny. Publiczność literacka
lat osiemdziesiątych nie skąpiła bowiem uznania prozie ważnej,
politycznie zaangażowanej, dokumentarnej, mało literackiej, lecz
serca ofiarowała twórcom opierającym powieści na schematach prozy
popularnej. Najbardziej poczytne okazały się tedy dzieła Andrzeja
Szczypiorskiego POCZĄTEK, NOC, DZIEŃ, NOC, AMERYKAŃSKA WHISKY,
AUTOPORTRET Z KOBIETĄ czy Marii Nurowskiej HISZPAŃSKIE OCZY,
POSTSCRIPTUM, PANNY I WDOWY. Dodatkowym dowodem na to, że
pośrednictwo fabuły jest najskuteczniejszym sposobem zdobywania
czytelników, była najbardziej spektakularna kariera pisarska
przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych - kariera
Andrzeja Sapkowskiego. Pisarz ten, najgłośniejszy polski twórca
fantasy, autor pięciotomowej sagi o wiedźminie Geralcie, debiutował
w 1986 roku opowiadaniem WIEDŹMIN wydanym w niewielkim nakładzie;
dziesięć lat później zagraniczne wydania kolejnych jego powieści
wysokością nakładów dorównały książkom Stanisława Lema (jednego z
najwybitniejszych pisarzy science-fiction na świecie, który jednak w
latach dziewięćdziesiątych całkowicie poświęcił się eseistyce).
Sapkowski dokonał prawdziwego wyłomu w murze dość szczelnie
otaczającym getto fantastyki literackiej, traktowanej jako twórczość
pomniejszego gatunku - silnie skonwencjonalizowana, a przeto łatwa w
pisaniu, czysto rozrywkowa i nieważna. Sapkowski w swoich utworach -
konwencjonalnych pod względem narracyjnym, za to atrakcyjnych
fabularnie i objawiających niebywałe bogactwo wyobraźni i języka -
początkowo odwoływał się do słowiańskiej mitologii, później zaś
zaczął nadawać narracjom charakter prozy apokryficznej, dopisywanej
do legend i mitów średniowiecznej Europy (zwłaszcza legend kręgu
arturiańskiego), przekraczającej konwencję fantasy i zmierzającej w
stronę moralitetowej przypowieści o walce dobra ze złem.
Między innymi popularność Sapkowskiego jako wyrazisty sygnał
tęsknoty za "literaturą czytelną" oraz atuty klasycznej narracji
dostrzeżone przez nowych pisarzy zadecydowały o powszechności
powrotu do fabuły w prozie lat dziewięćdziesiątych. Pojawiły się
powieści nawiązujące do wzorców prozy popularnej - głównie powieści
kryminalnej (Tadeusz Konwicki BOHIŃ, CZYTADŁO; Paweł Huelle WEISER
DAWIDEK; Andrzej Stasiuk BIAŁY KRUK; Stefan Chwin HANEMANN; Antoni
Libera MADAME); thrillera (SIOSTRA Małgorzaty Saramonowicz), romansu
(Marek Bieńczyk TERMINAL; Włodzimierz Odojewski OKSANA), ghost story
(Olga Tokarczuk E.E.; Christian Skrzyposzek MOJRA), opowieści
detektywistycznej (Gustaw Herling-Grudziński GORĄCY ODDECH PUSTYNI;
>>> BIAŁA NOC MIŁOŚCI). Dominujące w tym zestawie konwencje powieści
kryminalnej i romansu wydają się osobną prawidłowością literatury
polskiej lat dziewięćdziesiątych, wynikającą z przekształcenia
świata w zagadkę (powieść kryminalna) i z rewidowania
dotychczasowych obrazów relacji międzyludzkich (romans). Powrót
fabuły, triumfalne wkraczanie intrygi do powieści rozgrywało się
jednak w poetyce pastiszu, co pozwalało pisarzom na przekraczanie
konwencji, włączanie do romansu czy kryminału na przykład refleksji
czy dygresji, które dotyczyły ważkich zagadnień: postaw wobec
niepoznawalnego (Huelle), sensu teraźniejszości (Konwicki),
możliwości odczytania świata (Tokarczuk), konfliktu między
racjonalizmem i irracjonalizmem (Skrzyposzek), szans przezwyciężenia
mrocznego dziedzictwa historii (Odojewski) czy zagadki melancholii
(Bieńczyk, Chwin, Libera).
Parodiowanie powieści
Fabuła nie była jedynym rozwiązaniem problemów formalnych prozy. W
latach dziewięćdziesiątych pojawiły się dwie odmienne tendencje.
Pierwsza z nich polegała po prostu na parodiowaniu powieści (Paweł
Dunin-Wąsowicz REWELAJA; Marcin Wroński OBSESYJNY MOTYW BABIEGO
LATA; Andrzej Tuziak KSIĘGA ZAKLĘĆ; Cezary Domarus CALIGARI EXPRESS;
Marek Gajdziński GŁOWA KONIA; Anna Burzyńska FABULANT). Pisarze ci
kwestionowali podstawowe składniki fabuły, podkreślając
konwencjonalność akcji, pozorność przyczynowo-skutkowego powiązania
zdarzeń, sztuczność wymogu budowania intrygi, papierowość wszelkich
bohaterów. Ich utwory ukazywały powieść jako gatunek niezdolny do
ukrycia własnej fikcyjności i wyplątania się z nieskończonych
uwikłań intertekstualnych, bezsilny mimetycznie i pogłębiający
sztuczność porozumienia z czytelnikiem, przestarzały i ograniczony.
Były to w znacznej mierze utwory celowo popsute, pełne dygresji i
uwag o pisaniu powieści, spełniające się w destrukcji wszystkich
elementów prozy, które służyć mogą tworzeniu iluzji, utwory z
zamierzenia parodystyczne.
Proza nieepicka
Drugim sposobem ominięcia fabuły okazał się nieepicki model prozy. W
modelu tym, o bogatych tradycjach przedwojennych w polskiej prozie
(Bruno Schulz, Witold Gombrowicz, Stanisław Ignacy Witkiewicz), a
jednocześnie modelu dobrze znanym literaturze europejskiej (od
dygresyjnej narracji Cervantesa i Sterne'a aż po poematy prozą
Lautreamonta czy Gide'a), autor wykorzystuje poetyckie środki
stylistyczne, łącząc niekiedy formy powieściowe z poematowymi. Akcją
w takim utworze nie kieruje następstwo przygód bohatera, a raczej
skojarzenia słowne. Jeśli pojawia się narrator, to autor przyznaje
mu przede wszystkim prawo do swobodnego przerywania opowieści, do
odbiegania od zasadniczego wątku, do upodrzędniania intrygi i
zdarzeń kosztem komentarza, dygresji czy folgowania skojarzeniom.
Cechy te odnaleźć można w utworach Marka Bieńczyka TERMINAL, TWORKI;
Nataszy Goerke FRACTALE, KSIĘGA PASZTETÓW; Aleksandra Jurewicza
LIDA, PAN BÓG NIE SŁYSZY GŁUCHYCH; Zbigniewa Kruszyńskiego
SCHWEDENKRÄUTER, UTER, SZKICE HISTORYCZNE; Jerzego Pilcha INNE
ROZKOSZE, TYSIĄC SPOKOJNYCH MIAST; Zyty Rudzkiej BIAŁE KLISZE, UCZTY
I GŁODY; Grzegorza Strumyka ZAGŁADA FASOLI, KINO-LINO; Tadeusza
Komendanta LUSTRO I KAMIEŃ; Jakuba Szapera (właśc.: Jakub Bulanda)
NAROGI I PATROCHY; Magdaleny Tulli SNY I KAMIENIE, W CZERWIENI.
Istnieje jedna cecha wspólna dla fabulacyjnego i poetyckiego modelu
prozy, a mianowicie intencja snucia opowieści. O ile jednak w modelu
pierwszym jej rezultatem jest bogata w wydarzenia fabuła, o tyle w
modelu drugim energia ta kieruje się ku czemu innemu: ku
spowolnieniu, którego mistrzami stali się Pilch (retardacja),
Bieńczyk (dygresja) i Chwin (opis); ku wyprowadzaniu całościowych
opowieści z pojedynczych metafor (Tulli), ku ujawnianiu literackich
i językowych zapożyczeń w odtwarzaniu przeszłości (Jurewicz) czy
wreszcie ku przedstawianiu świata jako sumy języków, którymi
posługujemy się w aktach nazywania (Kruszyński).
Sylwa, czyli powieść bez konsekwencji
Najciekawszym i najtrudniej pochwytnym wyborem formalnym prozy
polskiej lat dziewięćdziesiątych, obecnym również w prozie
europejskiej, wydaje się sylwa, czyli narracyjny "groch z kapustą".
Sylwa należy do tradycji pisania niezobowiązującego, co znaczy, że
dzieło w tej poetyce osadzone nie stanowi żadnej całości -
tematycznej, gatunkowej czy estetycznej. Narracja rozwija się tu od
przypadku do przypadku, napędzana skojarzeniami, wspomnieniami, a
przede wszystkim możliwościami, co sprawia, że jawi się ona jako
antologia szans tkwiących w narracji, nasuwających się w trakcie
pisania. Utwór bliski powieści może w sobie pomieścić portret,
anegdotę, szkic, esej, opowiadanie, mikrodramat, komentarz, obrazek
czy zapis pomysłu na dzieło. W książkach Tadeusza Konwickiego
PAMFLET NA SIEBIE, Manueli Gretkowskiej TAROT PARYSKI, KABARET
METAFIZYCZNY; Anny Nasiłowskiej DOMINO. TRAKTAT O NARODZINACH;
Zbigniewa Żakiewicza UJRZANE, W CZASIE ZATRZYMANE; Czesława Miłosza
ABECADŁO, INNE ABECADŁO oraz PIESEK PRZYDROŻNY; Andrzeja Stasiuka
DUKLA; Olgi Tokarczuk DOM DIENNY, DOM NOCNY; Krzysztofa Rutkowskiego
PASAŻE PARYSKIE, RAPTULARZ KOŃCA WIEKU, ŚMIERĆ W WODZIE; Pawła
Huelle INNE HISTORIE swobodna wypowiedź autora ujęta jest
każdorazowo w ramy wyrazistego porządku. Porządek ten może
przybierać postać ładu alfabetycznego (Miłosz), traktatowego
(Stasiuk, Tokarczuk), łańcuchowego (Gretkowska KABARET
METAFIZYCZNY), czy też ładu pozaliterackiego (kompozycja TAROTA
PARYSKIEGO odzwierciedla kolejność kart tarota; Huelle numeruje
kolejne fragmenty, łącząc niektóre z nich w konfiguracje powiązane
odsyłaczami). Dzięki temu sylwa odgrywa ciekawą rolę w literaturze,
pokazując swoją kompozycją arbitralność każdego porządku i
uświadamiając, że u schyłku XX wieku niemożliwa jest wszelka całość
- zarówno w sensie wypowiedzi kompletnej, jak i systemu gatunkowego.
Sylwa sama wyznacza sobie jednokrotne - kompozycyjne, gatunkowe i
estetyczne - normy spójności, zarazem jednak jest w dużym stopniu
zdyscyplinowana zarówno w swojej zawartości intelektualnej, jak i w
swojej kompozycji. Dzięki temu sylwa spełnia rolę komentatora i
kontestatora wszelkiego ładu - świata i literatury. Pokazuje bowiem,
że w każdym porządku tkwi okruch kosmicznego ładu, ale też i ziarno
utopii prowadzącej do przemocy.
Bilans
Proza lat dziewięćdziesiątych wykształciła kilka wyrazistych
strategii, które stanowić mogą tradycję dla następców. Strategia
pierwsza, pastiszowa, opiera się na korzystaniu z klasycznej fabuły
i z wyrazistych schematów gatunkowych (w tym również prozy
popularnej) jako ułatwienia, które wciągnąć ma odbiorcę w doniosłą
problematykę np. saga Olgi Tokarczuk PRAWIEK I INNE CZASY; powieść
rodzinna czy inicjacyjna wbudowana w konwencję powieści sensacyjnej;
także - oparte na schemacie zagadki - opowieści metafizyczne Gustawa
Herlinga-Grudzińskiego: WIEŻA I INNE OPOWIADANIA, GORĄCY ODDECH
PUSTYNI, DON ILDEBRANDO, >>> BIAŁA NOC MIŁOŚCI. Strategia druga,
sięgająca do tradycji poetyckiego modelu prozy, polega na
korzystaniu z nie-fabularnych wzorców rozwijania opowieści; wzorce
takie tkwią w mechanizmie kojarzenia słów (Kruszyński, Tulli), w
traktowaniu zdarzeń jako pretekstu do snucia dygresji (Pilch,
Bieńczyk) bądź jako kanwy dla opisu i filozoficznej refleksji (Chwin);
osiągane tymi sposobami spowolnienie narracji służy estetycznej
rozkoszy, ale także unaocznieniu, że świat staje się czytelny
dopiero wtedy, gdy dostrzeżemy jego tekstową naturę i gdy
potraktujemy literaturę jako najpełniejsze - bo bezinteresowne -
narzędzie poznania bytu. Strategia trzecia, sylwiczna, nawiązuje do
wcześniejszej tradycji pisania niezobowiązującego (tworzenia tekstów
pozbawionych wyrazistego zobowiązania tematycznego, gatunkowego czy
estetycznego), a równocześnie w miejsce całkowitej
nieprzewidywalności przebiegu narracji proponuje kilka porządków
czytania; dzięki tej strategii sylwa okazuje się narracją
najbardziej pojemną, która sprzyja powstawaniu tekstów śmiałych
poznawczo i wyrafinowanych literacko.
Pomiędzy pastiszem i sylwą - tak wydają się przedstawiać bieguny
powieściowego wyboru w prozie polskiej u progu XXI wieku.
Przemyslaw Czaplinski
http://www.culture.pl
|